Żyjemy w czasach, w których naukowcom przyszło mierzyć się z plagą pseudomedycznych czy pseudonaukowych prawd, często głoszonych przez ludzi, którzy wpadli z pułapkę efektu Krugera-Dunninga – w skrócie, „wyżej sra niż dupę ma”, a kulturalniej, „nie wie, że nic nie wie”. Często gęsto te głoszone teorie można nawet nazwać półprawdami, bo niezrozumienie – np. badania naukowego – może wynikać, nie z braku chęci rozwoju i luk w wiedzy, a raczej z nie rozumienia badań naukowych, które mamy przed nosem.

Jednakże dzisiaj nie będę rozprawiała o różnicach między badaniami naukowymi a nad zasadnością wykorzystania ich w moim zawodzie. Ot, okołodietetyczny wywód, który od dawna wisiał w szkicach, ale myślę, że czas by ujrzał światło dzienne.

Współczesna dietetyka

Współczesna dietetyka jest dziedziną, która rozwija się bardzo dynamicznie. Uprawiają ja zarówno wykształceni dietetycy i lekarze jak i celebryci, gwiazdy muzyki, politycy, samozwańczy guru i blogerzy po weekendowych kursach, jakby kompletnie nieświadomi zagrożeń, jakie niesie ze sobą nieumiejętne podejście do tematu odżywiania i funkcjonowania organizmu człowieka. Niestety nie każda z tych osób, która uważa się za specjalistę dziedziny żywienia posiada chociaż podstawową wiedzę na temat funkcjonowania organizmu oraz wartości pożywienia, toteż „zrozumiałym” jest fakt, że nie każda z tych osób umie wyszukiwać, czytać i rozumieć badania naukowe, które poza podręcznikami akademickimi, których aktualizowanie na bieżąco jest trudne, są jedynymi źródłami obiektywnej wiedzy.

Ludzki organizm jest bardzo złożony i jego prawidłowe funkcjonowanie zależne jest od wielu czynników zewnętrznych i wewnętrznych, jednakże odżywianie zajmuje tutaj kluczowe miejsce, ponieważ to właśnie pożywienie daje nam energię i zasoby do działania. Do coraz szerszego grona ludzi dociera potrzeba świadomego i zdrowego odżywiania. Popularyzacją zdrowego trybu życia zajmują się media takie jak telewizja, czy Internet, których zaletą, jak i wadą, jest szybki dostęp do wiedzy – niekoniecznie sprawdzonej. Jak grzyby po deszczu wyrastają portale, blogi, fanpage i inne formy przekazu na temat szeroko pojętego wellness. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy. I jak plusem możemy nazwać chęć poprawy swojego zdrowia, tak ogromnym minusem jest ogrom niesprawdzonych informacji nierzadko wyssanych z palca, czy skleconych na podwalinach „logiki”.

Żyjąc w kulturze instant, wręcz wymagamy, by każde nasze działania miały natychmiastowe efekty, co niestety nierzadko kłóci się z prawdą, którą pokazują badania naukowe. Pacjent woli przejść się do dietetyka, który chwali się natychmiastowymi rezultatami, spektakularną utratą masy ciała, natychmiastową poprawą samopoczucia (np. na dietach głodówkowych, wlewach dożylnych witaminowych czy dietach sokowych) niestety wygrywając w wyścigu o pacjenta z dietetykiem, który w swojej praktyce stosuje się do zasad EBM (ang. Evidence Based Method/Medicine – metody/medycyna potwierdzona naukowo) z kilku powodów.

Powody, dla których część osób zajmujących się żywieniem NIE opiera swojej praktyki o wiarygodne informacje:

  • badania naukowe są trudne do zrozumienia i wymagają w większości wypadków merytorycznych podstaw wiedzy o człowieku,
  • badania naukowe nierzadko są płatne i dostęp do nich jest utrudniony
  • badania naukowe pisane są językiem specjalistycznym, zwykle dostępne są w języku angielskim, lub innych językach, niż polski, język może stanowić barierę dla wielu osób
  • badania naukowe wymagają czasu, by udowodnić lub obalić teorię,
  • badania naukowe wymagają chęci ciągłego rozwoju i poszukiwania wiedzy,
  • badania naukowe nierzadko dają niejednoznaczne wyniki i sugerują potrzebę dalszych działań w kierunku rozpracowania problemu poddanego analizie,
  • badania naukowe przedawniają się i trzeba aktualizować wiedzę,
  • badania naukowe wymagają spełnienia specjalnych warunków, by można je było uznać za wiarygodne,
  • badania naukowe są kosztowne,
  • badania naukowe nierzadko są sponsorowane i prowadzone zgodnie w tym, jaki wynik mają dać (przekłamania, matactwa).

Czemu zatem swoją pracę opieram o badania naukowe?

Jednakże, będąc dietetykiem, którego celem w karierze zawodowej nie jest tylko zysk i ilość pacjentów, którzy przewiną się przez moje ręce, uważam, że kierowanie się w naszym zawodzie udowodnionymi naukowo metodami jest jedyną słuszną drogą, która jest bezpieczna zarówno dla naszych podopiecznych jak i dla nas samych w kwestii sumienia, czy chociażby odpowiedzialności prawnej.

Pracując z pacjentem, analizuję jego stan zdrowia i dobieram żywienie, które nie tylko ma zmniejszyć jego obwód pasa, ale przede wszytskim wpłynąć na stan zdrowia. Wyprowadzić zaburzenia metaboliczne, wyrównać i usprawnić pracę hormonów, odżywić i zapewnić odpowiednią ilość soli mineralnych niezbędnych do pracy zarówno mózgu jak i mięśni. I gdybym nie kierowała się doniesieniami naukowymi, a „na mnie działa', to mogłabym zalecać każdemu dietę wysokobiałkową, bez względu na stan wątroby i nerek, od których zależy usuwanie produktów metabolizmu. Mogłabym także ochoczo rozpisywać pacjentom detoksy sokowe, nie zwracając uwagi na wpływ tak wyniszczającej diety na insulinooporność, na stan odżywienia, na motorykę jelit i dostarczanie błonnika nierozpuszczalnego mającego nie tylko funkcję sprzątania w jelitach, ale jest także niezbędny dobroczynnym bakteriom jelitowym do egzystencji i spełniania swoich funkcji.

Niestety, sprawa nie jest tak prosta jak mogłaby się wydawać. Ot takie wybrać badania naukowe i na ich podstawie budować swoją praktykę i sieć zawodową – skąd mieć pewność, że nasze działania nie są oparte o jakieś błędne założenia . Potrzebna jest do tego także umiejętność czytania i analizowania ze zrozumieniem oraz znajomość metodologii badań, która w naszej branży niestety kuleje. Nawet na mojej uczelni przedmiot „Metodologiab badań” był dopiero piątym roku nauki zawodu, co uważam za ogromny błąd. Powinniśmy już od samego początku uczyć się odsiewać ziarna od plew, bo w przypadku badań niestety bardzo łatwo o niezrozumienie i nadużycia. Ot, chociażby cherry picking, w który łatwo wpaść nieświadomie.

Głośno było o sprawie Kliniki 100, w której to stosowano alternatywne metody leczenia, które niby to miałyby potwierdzone szeregiem badań. Znachor Jerzy Zięba, czy jemu podobni wyznawcy teorii spisku „bigfarmy” także bronią się od jakiegoś czasu stosowaniem metod tylko opartych na badaniach naukowych. Jednakże, gdy zagłębimy się w ich lekturę (o ile uda nam się dotrzeć do tych mistycznych badań) okazują się one właśnie sprawnym cherry picking, które w skrócie polega na tym, by do własnej teorii dobrać badania ją potwierdzające, nie zważając na kontrowersje w podobnych badaniach, grupę badawczą, zastosowane metody (brak podwójnej ślepej próby). Dla osób, które nie mają wykształcenia odpowiedniego, by wiedzieć jak działają tacy ludzie, wystarczającym dowodem jest to, że ktoś powiedział, że teoria jest udowodniona. A, że udowodniona na jednej myszy, 30 lat temu to już nieważne.

Jak dietetyk może się ustrzec przed błędami metodologicznymi analizując badania naukowe?

Dietetyk, chcąc być dobrym w swoim fachu powinien poświęcać bardzo dużo uwagi i czasu na orientowanie się w najnowszych doniesieniach medycznych – co jest niestety trudne. Jednakże zależności, które zachodzą pomiędzy pożywieniem, organizmem, lekami, metodami leczenia czy chociażby stylem życia to skomplikowania siatka działań, której dopiero pełne zrozumienie pozwala bezpiecznie prowadzić terapię pacjenta. Nie mając pojęcia o wpływie chociażby nadmiaru witaminy C na nerki, zalecając wlewy dożylne można pozbawić kogoś zdrowia, a nie rzadko nawet życia. Póki co odpowiedzialność za szerzenie niesprawdzonych teorii nie jest jeszcze na porządku dziennym, jednakże już teraz w naszym kraju (za granicą jest to normą) zdarzają się procesy o błędy medyczne w praktyce dietetyka.

Dietetyk, by spełniać swoją rolę w żywieniu pacjenta należycie powinien na bieżąco śledzić nowinki w świecie nauki i nawet jeśli bariera językowa jest dla niego nie do przeskoczenia warto skorzystać z translatorów takich jak google czy deepl.com – ten drugi polecam zdecydowanie, lepiej radzi sobie z przekładem artykułów naukowych niż tłumacz google, ale warto korzystać z obu opcji.

Skąd czerpać wiedzę naukową?

W internecie łatwo wpaść w sieć gówno-informacji i po prostu zgłupieć od ich nadmiaru, dlatego podsuwam Wam miejsca, gdzie można szukać wiarygodnych źródeł wiedzy (oczywiśc ie i tam należy wszytskie informacje weryfikować:

  • PUBMED – największa ogólnodostępna baza artykułów, czasem z linkami do darmowych ich pełnych wersji
  • NAUKA W POLSCE – polskojęzyczny portal skupiający najnowsze doniesienia ze świata nauki
  • WILEY – angielskojęzyczna strona dotycząca doniesień naukowych z bardzo szerokim zakresem branż
  • PDF SEARCH – wyszukiwarka pdfów w sieci, czasem udaje się znaleźć interesujący artykuł po tytule, albo po autorze
  • SCIENCE DIRECT – portal podobny do pubmedu, także jest wielka wyszukiwarką badań naukowych
  • SCOPUS – Baza abstraktów (skrótów) badań naukowych
  • SCI-HUB – „torrent” na większość płatnych badań naukowych, ale ćśśś, nie wiecie tego ode mnie 😛

Ponadto na rynku mamy kilka czasopism branżowych, które w przypadku osób mierzących się z barierą językową są świetnym źródłem aktualnej wiedzy – tym bardziej że w przypisach do artykułów naukowych znaleźć można źródła, na których autor opierał swoje teorie i sami (dzięki liście powyżej) możemy przekonać się, czy aby na pewno to cytowany autor miał na myśli.

Dlaczego każdy dietetyk powinien mieć wykształcenie i pracować opierając swoje terapie o badania naukowe?

Choroby, z którymi borykają się nasi pacjenci, wymagają specjalnego przygotowania, nierzadko są poważnymi, zagrażającymi ich życiu schorzeniami. „Zabawa w lekarza”, którą uprawia połowa Internetu, może być tragiczna w skutkach. Chorzy z zaburzoną tarczycą pijący płyn Lugola, ludzie z osteoporozą odstawiający nabiał, bo winny jest złu całego świata, astmatycy odstawiający leki i łykający zamiast nich wodę z solą, odstawianie leków chorym na schizofrenię i podawanie zamiast tego witamin, zaszywanie w ciele cieciorki, diety ketogenne przy schorzeniach związanych z tolerancją glukozy, odstawienie wody na rzecz soków, zalecenia rodzynek solo w cukrzycy jako mniej szkodliwych niż owoce, sugestie redukcji 40 kg wody z organizmu – w swojej karierze spotkałam się już w różnymi uzdrawiającymi teoriami, na których poparcie szerzący „wiedzę” mieli mnogość badań o niskiej wartości (np. badanie na 1 czy 5 osobach w skali globalnego problemu. Dietetyk kierujący się zasadami EBM musi nie raz, nie dwa, wykazać się ogromem cierpliwości i empatii do rozmówcy, próbując przedstawić drugiej stronie prawidłowy punkt widzenia i wyjaśnić, w jaki sposób szukać wiarygodnych źródeł wiedzy.

Podsumowując, bardzo ważne jest, by w zawodzie dietetyka terapie stosowane na pacjentach opierać na wynikach badań naukowych i aktualnej wiedzy medycznej, by zapewnić im jak najwyższej jakości usługę, która nie będzie zagrażała jego zdrowiu i życiu. Istotne jest jednak to, by wcześniej nabrać odpowiednich umiejętności i dystansu, który pozwoli nam krytycznie, logicznie i ze zrozumieniem spojrzeć na przedstawione wyniki i przeanalizować, czy aby na pewno są wiarygodne. Tylko w ten sposób zapewnimy bezpieczeństwo terapii pacjentom, szacunek i poważanie zawodu dietetyka zarówno wśród zawodów medycznych jak i naszych podopiecznych.